Kampania wrześniowa
Europa u progu II wojny światowej l IX 1939 roku skoncentrowane od kilku tygodni nad polską granicą północną, zachodnią i południową wojska niemieckie przystąpiły do ataku. Do historii przechodził kilkunastoletni okres względnego spokoju i kruchego pokoju w Europie, wstrząsanej wszakże rozmaitymi konfliktami, a w latach 1936-1939 wystawionej przez wojnę domową w Hiszpanii na ciężką próbę. Niemiecki atak na Polskę dla obserwatorów międzynarodowej sceny politycznej nie powinien być zresztą zaskoczeniem. Adolf Hitler nie krył się zbytnio ze swoimi planami, a Wielka Brytania i coraz bardziej uzależniająca od niej swoją politykę zagraniczną Francja prowadziły w drugiej połowie lat trzydziestych politykę “appeasementu“ polegającą na nie przeszkadzaniu III Rzeszy w jej planach ekspansji na Wschód. W marcu 1938 r. oba zachodnie mocarstwa nie sprzeciwiły się - co było w ich żywotnym interesie - zaborowi przez Niemcy Austrii (Anschluss), we wrześniu tego samego roku w czasie konferencji w Monachium wymusiły na Czechosłowacji odstąpienie Niemcom Sudetów, a w marcu 1939 r. nie przeciwstawiły się ostatecznej likwidacji Republiki Czechosłowackiej, która przecież była sojuszniczką Francji. Dla Polski, którą od 1921 r. też łączył sojusz z Francją i która dodatkowo wiosną 1939 r. otrzymała brytyjskie gwarancje bezpieczeństwa na wypadek nie sprowokowanej niemieckiej agresji, postawa obu mocarstw w kryzysie czechosłowackim powinna być sygnałem ostrzegawczym, ale trudno powiedzieć, żeby nim była. Propaganda nadal powtarzała slogany: “Silni-Zwarci-Gotowi“ i “Nie oddamy ani guzika“, które miały utwierdzać polskie społeczeństwo w przekonaniu o determinacji władz Rzeczypospolitej, w przypadku niemieckiej agresji zdecydowanych zbrojnie przeciwstawić się jej, niezależnie od postawy swoich zachodnich sojuszników. Polacy nie mieli zresztą praktycznie wyboru, zwłaszcza po tym, jak 23 VIII 1939 r. w Moskwie minister spraw zagranicznych Niemiec Joachim von Ribbentrop zawarł z ludowym komisarzem spraw zagranicznych Związku Radzieckiego Wiaczesławem Mołotowem pakt o nieagresji, któremu - jak się później okazało - towarzyszył tajny protokół o rozdziale stref wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. Radziecko-niemiecki układ, którym Hitler zabezpieczał się przed ewentualną wojną na dwóch frontach (jednocześnie na wschodzie i na zachodzie), ostatecznie otwierał drogę do hitlerowskiej agresji na Polskę. Niemcy już w październiku 1938 r., w sposób z razu nieoficjalny przedstawili swoje żądania. Domagali się od Polski zgody na wybudowanie eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej, prowadzących przez ziemie Rzeczypospolitej i łączących Rzeszę z Prusami Wschodnimi. Polacy byli skłonni dyskutować o różnych ułatwieniach tranzytowych, z góry jednak wykluczali ograniczenie suwerenności swojego państwa. Z tych samych powodów zdecydowanie sprzeciwiali się włączeniu do Rzeszy Wolnego Miasta Gdańska, rozumiejąc dobrze, iż byłby to początek procesu odcinania Rzeczpospolitej od Bałtyku. Nie chcieli też skorzystać z niemieckiej propozycji przystąpienia do Paktu Antykominternowskiego wymierzonego w Związek Radziecki. Minister spraw zagranicznych Józef Beck pozostał wiernym uczniem marszałka Józefa Piłsudskiego, który konsekwentnie lansował politykę utrzymywania możliwie jak najlepszych stosunków z obydwoma totalitarnymi sąsiadami: III Rzeszą i rządzonym przez Józefa Stalina Związkiem Radzieckim. Zarazem jednak politycy polscy odrzucali możliwość poparcia jednego z tych państw przeciwko drugiemu za wszelką cenę dążąc do utrzymania suwerenności i terytorialnej integralności państwa polskiego. Czynnikiem zdecydowanie przemawiającym na niekorzyść Polski było jej bardzo niedobre - ze strategicznego punktu widzenia - położenie, a przede wszystkim długa granica z Niemcami. Położenie to uległo pogorszeniu w marcu 1939 r. po zajęciu przez Hitlera Czech i Moraw i podporządkowaniu sobie Słowacji. Wówczas linia bezpośredniej styczności wojsk polskich i niemieckich wydatnie wydłużyła się. Dopiero wtedy przystąpiono w Warszawie do opracowywania szczegółowego planu “Z“ -obrony kraju na wypadek ataku ze strony Niemiec. Dotychczas bowiem, zgodnie z koncepcją wypracowaną jeszcze za życia marszałka Piłsudskiego przede wszystkim przygotowywano się do odparcia uderzenia ze strony ZSRR. Polski plan obronny zakładał m.in. utrzymanie pozycji wzdłuż całej granicy z Niemcami przynajmniej przez pierwsze 48 godzin walk. W tym czasie sojusznicy: Francja i Wielka Brytania, powinni wypowiedzieć wojnę agresorowi i w ciągu następnych dwóch tygodni wystąpić przeciwko niemu zbrojnie. Było bowiem oczywiste, że Polska walcząca w osamotnieniu nie będzie w stanie skutecznie przeciwstawić się III Rzeszy. Zresztą przyszłość miała pokazać, że żadne państwo samodzielnie nie było zdolne do stawienia jej skutecznego oporu. Polska i Niemcy latem 1939 roku Nie ulega wątpliwości, że w przededniu wojny przewaga militarna i techniczna była zdecydowanie po stronie III Rzeszy. Jeżeli bowiem w chwili wybuchu wojny armia polska liczyła niespełna milion żołnierzy (mobilizacja była w toku), z czego tylko 550 tys. znajdowało się na linii frontu, to Niemcy nad granicą z Polską dysponowali armią liczącą 1850 tys. osób, a łącznie posiadali pod bronią 2 750 tys. żołnierzy. Jeszcze dramatyczniej ta dysproporcja na niekorzyść naszego kraju kształtowała się, gdy porównamy liczby dział (Polska 4,5 tys., Niemcy 11 tys.). Polski sprzęt w zdecydowanej większości był przy tym przestarzały i ustępował jakością uzbrojeniu armii niemieckiej. Naczelny Wódz armii polskiej marszałek Edward Śmigły-Rydz dysponował następującymi siłami. Na północy znajdowała się Armia “Pomorze“, którą dowodził gen. Władysław Bortnowski. Miała ona za zadanie oprócz obrony Pomorza jak najdłużej przeciwstawiać się połączeniu Rzeszy z Prusami Wschodnimi. Z Armią “Pomorze“ ściśle współdziałała dowodzona przez gen. Tadeusza Kutrzebę Armia “Poznań“. Jej celem była z kolei obrona Wielkopolski przed atakami z Pomorza i Dolnego Śląska. Dalej na południe od niej operowała Armia “łódź“, której zadaniem była przede wszystkim obrona kierunku łódź-Warszawa. Natomiast obronę Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego powierzono najsilniejszej Armii “Kraków“. Wojskom nacierającym ze Słowacji drogę miała zagrodzić stosunkowo słabsza, Armia “Karpaty“, której zadaniem było m.in. zabezpieczenie dojścia do granicy polsko - rumuńskiej Atak niemiecki z Prus Wschodnich miały odeprzeć: Armia “Modlin“ oraz Samodzielna Grupa Operacyjna “Narew“. Zadaniem obu tych związków operacyjnych było jednocześnie opóźnienie niemieckiego marszu na Warszawę oraz osłona tyłów Armii “Poznań“ i “Pomorze“. Dość znaczne siły polskie pozostały w odwodzie Naczelnego Wodza. Była to przede wszystkim Armia “Prusy“. Ponadto utworzono Grupy Odwodowe “Tarnów“, “Kutno“ i “Wyszków“. Ich zadaniem było głównie zabezpieczanie “linii styków“ pomiędzy poszczególnymi polskimi armiami. Dowódcą sił niemieckich użytych przeciwko Polsce był gen. Walther von Brauchitsch. Podlegały mu dwie Grupy Armii: “Północ“ oraz “Południe“. Pierwsza z nich uderzała z Pomorza i z Prus Wschodnich i po opanowaniu Pomorza miała za zadanie obejść od wschodu polską obronę na Wiśle. Natarcie Grupy Armii “Południe“, skoncentrowanej na Śląsku, Morawach i Słowacji, miało złamać polski opór na Śląsku i w Zagłębiu i po opanowaniu Małopolski zwrócić się na północ w kierunku Warszawy. Niemiecka agresja na Polskę Wojna od pierwszych godzin przybrała charakter totalny. Luftwaffe bombardowała polskie miasta i główne szlaki komunikacyjne. Jednak początkowo Niemcy nie byli w stanie przełamać oporu. W swoich działaniach od samego początku Wojsko Polskie wspierane było przez ludność cywilną. Niejednokrotnie, np. w Gdańsku, Bydgoszczy czy na Śląsku, w walkach uczestniczyli pracownicy służb publicznych, kolejarze, pocztowcy, młodzież szkolna - szczególnie harcerze. Wiele obiektów o znaczeniu strategicznym lub choćby tylko symbolicznym broniono znacznie dłużej, niż zakładały pierwotne plany. I tak np. gmach Poczty Polskiej w Gdańsku miał być broniony przez godzinę, gdy tymczasem grupa pracowników czyniła to przez prawie 12 godzin i skapitulowała dopiero w obliczu użycia przez Niemców ciężkiego sprzętu i miotaczy ognia. Polska Składnica Tranzytowa na Westerplatte, gdzie w chwili wybuchu wojny znajdowały się 182 osoby, miała stawiać opór przez 12 godzin, ale po ostrzale przez pancernik “Schleswig-Holstein“ (którego salwa o godzinie 4.45 rozpoczęła agresję) była broniona przez tydzień, mimo że Niemcy użyli m.in. lotnictwa bombardującego. Westerplatte, którego obroną dowodził mjr Henryk Sucharski skapitulowało dopiero 7 września, gdy wyczerpały się praktycznie wszelkie zapasy, a dalszy opór mógł przynieść jedynie już zupełnie niepotrzebne ofiary. Zresztą tak długa i bohaterska obrona placówki miała przede wszystkim znaczenie propagandowe. Przez cały ten czas Polskie Radio rozpoczynało komunikaty wojenne od słów: “Westerplatte broni się nadal“, co miało ogromne znaczenie moralne dla całego społeczeństwa, a zwłaszcza żołnierzy walczących w różnych częściach kraju, choć przecież powszechnie wiedziano, że dramatyczny odwrót Armii “Pomorze“ rozpoczął się praktycznie już 2 września. W tym samym dniu, aby uniknąć okrążenia, zaczęła się też wycofywać ze Śląska Armia “Kraków“. Nie oznaczało to bynajmniej końca walk na tym terenie, które prowadzone były później głównie przez utworzone spontanicznie Bataliony Obrony Narodowej, w których walczyli m.in. byli powstańcy śląscy. Ostatnie zbrojne starcia na Śląsku zakończyły się 22 września, a hitlerowcy w odwecie wymordowali wielu cywilnych uczestników tych walk. Jak widać, nie udało się zrealizować pierwotnego planu obrony wzdłuż granic państwa polskiego. W wielu punktach niemieckie uderzenie przełamywało polskie linie oporu. Część oddziałów, bojąc się okrążenia rozpoczęła odwrót. W sposób najbardziej systematyczny i zorganizowany cofała się na wschód Armia “Poznań“, która w tym pierwszym okresie miała stosunkowo niewiele okazji do podejmowania bezpośrednich działań zbrojnych. Przy pięknej pogodzie hitlerowskie kolumny pancerno-motorowe posuwały się w głąb kraju. 3 września Niemcy opanowali Górny Śląsk, trzy dni później zajęli Kraków. Na północy najbardziej krwawe walki trwały pod Mławą, gdzie po przełamaniu oporu wojska niemieckie stworzyły sobie dogodną sytuację do oskrzydlenia Armii “Modlin“. Aby tego uniknąć, obronę w tym rejonie wzmocniono Grupą Odwodową “Wyszków“. Nie na wiele się to zdało, gdyż już 6 września Niemcy uchwycili przyczółek nad Narwią pod Różanem. Równocześnie Armia “Pomorze“ poniosła poważne straty w czasie krwawych walk w Borach Tucholskich, wycofując się z bronionego przez siebie odcinka frontu. Zresztą już 3 września w Grudziądzu połączyły się wojska niemieckie nacierające z Pomorza i Prus Wschodnich. Niemniej na Wybrzeżu walczyły do połowy miesiąca poszczególne punkty oporu. Najcięższe walki miały tu miejsce na Kępie Oksywskiej i w samej Gdyni, a do 2 października utrzymały się wyposażone w ciężkie działa polskie siły na Helu. Jednakże w wymiarze strategiczno-operacyjnym polskie wybrzeże oraz całe terytorium Wolnego Miasta Gdańska Niemcy opanowali w ciągu pierwszych kilkudziesięciu godzin wojny, kiedy to przerwana została łączność tych terenów z resztą kraju. W obliczu niemieckich postępów już 4 września rozpoczęto ewakuację władz Rzeczpospolitej z Warszawy na wschód , a w nocy z 6 na 7 września do Brześcia Litewskiego przeniesiono sztab Naczelnego Wodza. W tym czasie ewakuację tą oraz wycofywanie kolumn wojskowych niezwykle utrudniali cywilni uciekinierzy zapełniający drogi, które systematycznie były ostrzeliwane i bombardowane przez Luftwaffe. Armia “łódź“, nie będąc w stanie utrzymać swoich pozycji, rozpoczęła dość chaotyczny odwrót w kierunku Warszawy. Tylko część wojska z gen. Juliuszem Rómmlem zdołała się przedrzeć do stolicy; reszta 13 września dotarła do twierdzy Modlin. 8 września niemieckie kolumny pancerne znalazły się na przedmieściach Warszawy. Propaganda goebbelsowska od razu ogłosiła, że stolica Polski została zdobyta. Była to oczywiście nieprawda, a przeprowadzony atak z marszu, od zachodu, został powstrzymany i odparty. Warszawa miała się jeszcze bronić przez dwadzieścia dni, kierowana politycznie przez swego prezydenta Stefana Starzyńskiego. Wszelako kończyła się pierwsza faza wojny obronnej, Niemcom tylko częściowo udało się zrealizować swoje cele. Armie polskie ze stosunkowo niedużymi stratami wycofywały się w głąb kraju, nadal zachowując pełną wartość bojową. W wielu miejscach postępy Wehrmachtu musiały być okupione dość wysokimi stratami, gdyż Polacy niejednokrotnie stawiali zacięty opór. Do historii przeszły ciężkie walki pod Wizną, gdzie 720 polskich żołnierzy dowodzonych przez kpt. Władysława Raginisa przez cztery dni odpierało ataki pancernych oddziałów gen. Heinza Guderiana, jednego z najwybitniejszych niemieckich dowódców wojskowych z lat II wojny światowej. Rozpoczynała się druga faza wojny obronnej. Polskie dowództwo uznało, że nadszedł właściwy moment do przejęcia inicjatywy i uderzenia na siły kierujące się na Warszawę. 9 września Polacy zaatakowali odsłonięte skrzydło niemieckiej 8 Armii, co pozwoliło im odnieść przejściowy lokalny sukces. Jednak nadciągające nowe jednostki niemieckie przechyliły na swoją korzyść szalę w tej największej bitwie kampanii wrześniowej. Do historii przeszła ona jako bitwa nad Bzurą. W szczytowym momencie po obu stronach łącznie w zmaganiach zaangażowanych było pół miliona żołnierzy i oficerów. W obliczu nadciągającej klęski 16 września dowództwo polskie nakazało przebijać się w kierunku Warszawy i Puszczy Kampinoskiej. W bitwie nad Bzurą poległo przeszło 15 tys. polskich żołnierzy. Ci, którzy nie dostali się wraz z gen. Bortnowskim do niemieckiej niewoli, wzmocnili broniące się garnizony Warszawy i Modlina. Wojna polska - wojna europejska - wojna światowa Przez długie lata historycy spierali się o to, jak powinno nazywać się wojnę polsko-niemiecką z jesieni 1939 r. Znaczna część badaczy, zwłaszcza historycy wojskowości, była zdania, że znajdująca się w powszechnym użyciu nazwa kampania wrześniowa reprezentuje optykę niemiecką. Dla III Rzeszy - twierdzono - była to rzeczywiście kampania wrześniowa (jedna z wielu w czasie II wojny światowej), ale dla Wojska Polskiego była to wojna obronna 1939 roku i taką właśnie nazwę upowszechniano w Polsce przez długie lata. Dziś spór ten jakby stracił na znaczeniu i równie często można spotkać obie nazwy, choć na pewno dobrze jest pamiętać, jakie pociągają one za sobą ograniczenia i nieścisłości. Nie ulega natomiast wątpliwości, że od pierwszych chwil Polska walczyła z Niemcami w osamotnieniu, chociaż praktycznie od razu rozpoczęły się też polskie zabiegi dyplomatyczne mające na celu nakłonienie Francji i Wielkiej Brytanii do wypełnienia sojuszniczych zobowiązań. Rządy w Paryżu i Londynie początkowo usiłowały grać jeszcze na zwłokę, w czym mogła im sprzyjać wysunięta przez Benito Mussoliniego propozycja zwołania międzynarodowej konferencji, która wzorem tej z Monachium z września 1938 r. mogłaby znowu, tym razem kosztem Polski, doprowadzić do “uratowania pokoju“. Ostatecznie 3 września najpierw Wielka Brytania, a sześć godzin później Francja znalazły się w stanie wojny z Niemcami. W całej Polsce wiadomość ta wywołała prawdziwy entuzjazm. Powszechnie wierzono, że teraz sojusznicy przyjdą jej z pomocą i szala zwycięstwa przechyli się na stronę koalicji. Fakt wypowiedzenia wojny Niemcom przez oba zachodnie mocarstwa wcale nie oznaczał, że ich wojska przystąpiły do działania. Ograniczyły się one do zrzucania z samolotów propagandowych ulotek adresowanych do niemieckich żołnierzy i zajęły pozycje na sławnej linii Maginota. W ten sposób na Zachodzie rozpoczęła się “dziwna wojna“. Jednocześnie wojna - przynajmniej formalnie - nabrała charakteru wojny europejskiej, a w ciągu następnych paru tygodni, gdy wypowiedziały ją Niemcom francuskie i brytyjskie (m.in. Australia, Kanada, Nowa Zelandia i Związek Południowej Afryki) posiadłości zamorskie - stała się wojną światową. Radzieckie uderzenie na Polskę W tym czasie jednak sytuacja Polski dramatycznie pogorszyła się. W nocy z 16 na 17 września ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie został niespodziewanie wezwany do Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych. Tam zastępca Mołotowa usiłował mu wręczyć notę, w której strona radziecka informowała, że ponieważ “państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć“, Armia Czerwona przekroczy granicę polsko-radziecką, aby zapewnić ochronę ludności ukraińskiej i białoruskiej zamieszkującej, jak mówiono, Zachodnią Ukrainę i Zachodnią Białoruś, czyli po prostu polskie kresy wschodnie. Był to dokument cyniczny i kłamliwy, wszak władze RP nie opuściły jeszcze terytorium polskiego; przebywały nad granicą z Rumunią, a Wojsko Polskie toczyło w wielu częściach kraju ciężkie walki z Niemcami. Sowieci w ten sposób naruszyli dwustronny pakt o nieagresji ustalający granicę między dwoma państwami, jak i szereg porozumień międzynarodowych. Był to naturalnie akt bezprawny. Nieprzypadkowo radzieckie działania w 1939 r. dość powszechnie nazywano w Polsce “ciosem w plecy“. Uderzenie na Polskę nie było zresztą symboliczne. W ataku wzięło bowiem udział m.in. 4800 czołgów i około miliona żołnierzy. Od pierwszych godzin stawiały im opór oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza, choć 17 września Naczelny Wódz w tzw. dyrektywie ogólnej zalecał “z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrajania oddziałów“. Nie potraktowano więc Sowietów jak agresorów i nie wypowiedziano ZSRR wojny, choć okupował on ponad połowę terytorium Rzeczypospolitej. Inna sprawa to pytanie, na ile agresja radziecka przyczyniła się do upadku państwa polskiego? Czy przyspieszyła polską klęskę, czy też może, gdyby jej nie było, kraj miał szansę obronić się przed atakiem ze strony Niemiec? Trzeba wyraźnie powiedzieć, że w 1939 r. Polska nie miała praktycznie żadnych szans, aby samodzielnie skutecznie przeciwstawić się III Rzeszy, zaś zachodni alianci nie zamierzali jej militarnie w tym pomóc. Gdyby więc nie radzieckie uderzenie, to wojna obronna trwałaby może dwa-trzy tygodnie dłużej, ale także zakończyłaby się klęską naszego kraju. W żadnym razie nie może to być jednak usprawiedliwieniem dla wojennych kroków podjętych przez ZSRR, tym bardziej że polskie dowództwo miało koncepcję dalszej obrony właśnie na wschodzie, m.in. w oparciu o niedostępne dla niemieckiego ciężkiego sprzętu błota poleskie. Na wschód wycofało się około pół miliona żołnierzy, w znacznej części jeszcze nie zdemoralizowanych klęskami w starciach z Niemcami. Radzieckie uderzenie od tyłu uniemożliwiło realizację tych planów. Praktycznie od pierwszej chwili dowództwo myślało o ratowaniu tych wojsk: część z nich w walkach z Sowietami (a potem z Niemcami) przebijała się do centralnej Polski, część przekroczyła granicę z Rumunią (30 tys.) lub z Węgrami (40 tys.). Większość jednak wpadła w ręce Armii Czerwonej. Wraz z żołnierzami internowanymi w państwach bałtyckich, którzy dostali się do radzieckiej niewoli po zajęciu w 1940 r. Litwy, łotwy i Estonii, na ziemiach zajętych przez ZSRR znalazło się blisko ćwierć miliona polskich żołnierzy i oficerów. Wbrew temu, co zawarte było w radzieckiej nocie władze konstytucyjne RP 17 września znajdowały się na terytorium polskim. Dopiero późnym wieczorem prezydent Ignacy Mościcki, premier Felicjan Sławoj-Składkowski wraz z członkami rządu, a w nocy z 17 na 18 września marszałek Śmigły-Rydz przekroczyli granicę z Rumunią. Tam, wbrew wcześniejszym zapewnieniom złożonym ministrowi Beckowi, władze polskie zostały internowane. Tymczasem żołnierze w kraju kontynuowali bohaterską walkę z wojskami niemieckimi i radzieckimi. Upadek Polski 18 września rozpoczął się ostatni etap kampanii wrześniowej. W dniach od 17 do 26 września z przerwami toczyła się druga co do wielkości bitwa wojny obronnej, bitwa pod Tomaszowem Lubelskim. Wzięły w niej udział mocno już osłabione Armie “Kraków“ i “Lublin“, które zgodnie z wytycznymi Naczelnego Wodza kierowały się w stronę granicy polsko-rumuńskiej. W tej fazie walk załoga Lwowa, która od dziesięciu dni skutecznie odpierała ataki niemieckie, złożyła broń przed Armią Czerwoną.Przez cały czas trwało także oblężenie Warszawy. Kolejne niemieckie ataki załamywały się. 24, 26 i 27 września Luftwaffe przeprowadziła pierwsze w II wojnie światowej naloty dywanowe. Niszczono m.in. dzielnice mieszkaniowe, powodując wysokie straty wśród ludności cywilnej. Gdy brakowało już wody, medykamentów, żywności i amunicji, dowódca obrony Warszawy, gen. Rómmel w porozumieniu z komisarzem cywilnym przy Dowództwie Obrony Warszawy, Stefanem Starzyńskim, podjął decyzję o kapitulacji stolicy, co nastąpiło na honorowych warunkach 28 września. Następnego dnia z podobnych powodów skapitulowała twierdza w Modlinie. Ostatnie walki wojny obronnej miały miejsce w dniach od 2 do 5 października pod Kockiem, gdzie z Niemcami walczyła Grupa Operacyjna “Polesie“. Nim zakończyły się walki w Polsce wojska niemieckie i radzieckie nawiązały bezpośrednią współpracę. 22 września niemiecko-radzieckie “braterstwo broni“ zostało w Brześciu przypieczętowane wspólną defiladą zwycięstwa. Tego samego dnia zostało podpisane między Niemcami a ZSRR wstępne porozumienie dotyczące linii demarkacyjnej, dzielące armie obu państw wzdłuż Pisy, Narwi, Bugu i Sanu. 27 września ponownie udał się do Moskwy Ribbentrop, aby następnego dnia podpisać z Mołotowem traktat o “przyjaźni i granicach“. O ile na mocy układu sierpniowego Litwa znalazła się w niemieckiej strefie wpływów (w odróżnieniu od łotwy i Estonii, które od razu przydzielono Związkowi Radzieckiemu), o tyle we wrześniu Niemcy zrzekli się swych pretensji pod jej adresem, w zamian za co otrzymali radziecką zgodę na okupację Lubelszczyzny i wschodniej części przedwojennego województwa warszawskiego, pierwotnie “przyznanych“ ZSRR. Niezwykle trudno jest przeprowadzić bilans kampanii wrześniowej. Straty, jakie w jej trakcie poniosły wojska niemieckie były znaczne. Zniszczeniu uległo m.in. blisko 1000 czołgów i samochodów pancernych oraz około 600 samolotów, co stanowiło blisko 30% sprzętu mechanicznego użytek do ataku na Polskę. Ogromne było zużycie paliwa i amunicji, a ponadto sprzęt użyty przeciwko Polsce był w bardzo znacznym stopniu wyeksploatowany. Musiało minąć kilka miesięcy nim Wehrmacht gotów był do nowej kampanii. Pamiętać też należy, że we wrześniu stracił łącznie blisko 50 tys. żołnierzy (zabitych, rannych i zaginionych). Jest zrozumiałe, że straty polskie były kilkakrotnie większe. Zginęło ponad 70 tys. polskich żołnierzy. Ponadto szacuje się, iż śmierć poniosło około 300 tys. cywilów, w tym wiele kobiet i dzieci. Do tego trzeba dodać praktycznie nie oszacowane straty materialne. Polska przez pięć tygodni stawiała opór Niemcom, połowę tego okresu walcząc także z Sowietami. W obliczu klęski dominowały wzajemne pretensje i przeświadczenie o słabości II Rzeczypospolitej. Dopiero klęska Francji w czerwcu 1940 r. zmieniła tego typu oceny. Okazało się, że wspierana przez Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, lotnictwo i marynarkę wojenną Anglii i uważana przez wielu za pierwszą lądową potęgę, Francja walczyła z Niemcami tylko tydzień dłużej. Powszechnie wtedy zrozumiano, iż to nie Polska była taka słaba, ale Niemcy tak bardzo silne. Wszelako najważniejsze było to, że niezależnie od klęski militarnej państwo polskie nie przestało istnieć, zachowując ciągłość w postaci władz na emigracji i konspiracji w okupowanym kraju.
Leave a Reply