Archive for the Historia category.

W jaki sposób Marek Edelman wspomina powstanie w Gettcie Warszawskim w reportażu Hanny Krall "ZDˇżYĆ PRZED PANEM BOGIEM"?

Hanna Krall jest znaną dziennikarką, reporterką. Wydana w 1977 r. jej książka pt. Zdążyć przed Panem Bogiem jest reportażem opartym na wywiadzie z Markiem Edelmanem, jednym z przywódców powstania w getcie warszawskim. Reportaż Hanny Krall ma więc charakter dokumentu, jest relacją bezpośredniego, wiarygodnego świadka i uczestnika wydarzeń w getcie. Specyficzną cechą tego reportażu jest zupełny brak komentarza odautorskiego, nawet w postaci uporządkowania relacji. Autorka ogranicza się do zadawania pytań i rejestrowania reakcji. Tematem rozmów jest powstanie w getcie. Wspomina Marek Edelman, jeden z przywódców walk. Przed powstaniem był gońcem w szpitalu i wtedy przez sześć tygodni był świadkiem organizowania przez Niemców transportów do Treblinki i odprawiania ich z Umschlagplatzu w getcie. To odprowadzenie na śmierć 400 tysięcy ludzi zaciążyło na jego dalszym życiu. Mówiąc o powstaniu usuwa siebie w cień, jest niezwykle skromny, krytyczny. O dramatycznych wydarzeniach mówi prosto, bez patosu, zwyczajnie. Powiada trochę chaotycznie, jakby skrępowany. Skupia się na epizodach, szczepach i cały czas ma świadomość rozdźwięku między tym, jak on pamięta, a jak należy, powinno się mówić. Ta różnica między jego subiektywną wersją a wersją oficjalną jest obecna cały czas w utworze i stanowi źródło kontrowersji wokół książki. Widać to już od pierwszych stron, gdy bohater opisuje siebie z 19 kwietnia 1943 r., dnia wybuchu powstania. Wspomina, że był ubrany w czerwony sweter, na nim dwa skórzane pasy na krzyż, latarka, dwa rewolwery. „Rzeczowość i spokój” – to chciał podkreślić i dodaje: „ty lubisz takie kawałki”. Ważne w jego relacji są motywy działania. Wielokrotnie mówi M. Edelman, że strzelali, bo chcieli pokazać światu: „Ludzie zawsze uważali, że strzelanie jest największym bohaterstwem. No to żeśmy strzelali”. Ale jednocześnie dodaje, że nie mieli wprawy i się bali. Tak po prostu. Byli bardzo młodzi, on miał 22 lata, Anielewicz był młodszy o rok. O ludziach też mówi w sposób zwyczajny i prosty. O Anielewiczu, że np. został przywódcą, bo chciał nim być. Był ambitny trochę dziecinny, ale zdolny, oczytany, z temperamentem, „tylko, że nigdy przedtem nie widział akcji”. Wspomina Edelman, że przed wojną na Solcu matka Anielewicza handlowała rybami i Anielewicz malował im skrzela czerwoną farbą, by wyglądały jak świeże. Ten fragment wywiadu wywołał sprzeciwy żyjących byłych mieszkańców getta. Wspominając samobójczą śmierć Anielewicza 8 V wraz z osiemdziesięcioma kolegami, Edelman stwierdza: „Tego nie należało robić. Mimo, że to bardzo dobry symbol. Nie poświęca się życia dla symboli”. Wspominając transporty do Treblinki wyznaje, że ludzie wiedzieli, co z nimi będzie, ale nie chcieli wierzyć. Niemcy zachęcali w różny sposób, by żydzi zgłaszali me do transportów, np. rozdawali chleb na drogę i ludzie zgłaszali się tysiącami. „Słuchaj, moje dziecko. Czy ty wiesz, czym był wtedy chleb w getcie?”. Jeśli się nie wie, to nie można zrozumieć tych ludzi. Problem niezrozumienia pojawia się we wspomnieniach Edelmana wielokrotnie. Bo jak można rozumieć np. lekarkę, która rozdawała dzieciom truciznę, ale w ten sposób ratowała je od komory gazowej? Z niezrozumieniem spotykał się Edelman od początku. Nie umiał relacjonować wydarzeń z patosem, wzniosie, nie nadawał się na bohatera, czuł, że mówi nie tak jak trzeba. A więc zamilkł i milczał przez 30 lat, a gdy udzielił wywiadu Hannie Krall, doszedł do wniosku, że nie powinien był przerywać milczenia. Ciekawie wypada w relacji Marka Edelmana porównanie powstania w getcie i powstania z sierpnia 44 roku (też był jego uczestnikiem). Sierpień to było życie i śmierć pięknych, jasnych ludzi. „Czarni i brzydcy żyją i umierają nieefektownie: w strachu i ciemności”. Później wyznaje, że w powstaniu warszawskim to była „wspaniała, komfortowa walka”, bo nie było muru, wszystko działo się w dzień, wokół byli inni ludzie. A w getcie był głód, nieestetyczna śmierć z głodu, a więc to, co nastąpiło 19 kwietnia 1943 r. było „tęsknotą za pięknym umieraniem”. Chodziło o obalenie mitu, że żydzi idą na śmierć jak barany, choć zdaniem Edelmana „szli spokojnie i godnie”. Ale świat uważał, że pięknie jest umierać w walce, a więc chcieli pokazać, że potrafią. Przytacza też bardzo osobistą refleksję. Obserwował kiedyś jak na beczce ustawiono starego żyda, a niemieccy oficerowie obcinali mu brodę po kawałeczku i śmiali się do rozpuku. Śmiał się też tłum, który ich otaczał. Wtedy postanowił, że nigdy nikomu nie da się wepchnąć na beczkę. Wyjaśnił w ten sposób, że chodziło mu o ludzką godność. W innym miejscu z ironią pyta, czy wypada pisać, że w getcie były prostytutki? ,,W getcie powinni być męczennicy i Joanny d\’Arc, prawda?”. To znowu o niezrozumieniu. Bo trudno zrozumieć czyściutkie pielęgniarki, które łamały nogi ludziom, by ich ratować przed wywiezieniem do obozu. Także Hanna Krall nie rozumie jak kilkaset osób mogło bez ruchu, bez reakcji patrzeć jak ośmiu własowców gwałciło dziewczynę. Edelman krzyczy: „… w ogóle nie ma sensu o tym wszystkim z tobą mówić. Nic nie rozumiesz.”, a potem dodaje spokojnie, że dziewczyna żyje, ma męża, dzieci i jest szczęśliwa. Trudne decyzje były w getcie na porządku dziennym. No bo jak rozstrzygnąć, kto ma prawo żyć, komu dać numerek na życie? Numerków było 40 tysięcy. żydzi sami mieli je rozdzielić. Pozostali, bez numerków, mieli jechać do Treblinki. W czasie akcji likwidacyjnej kobieta rodziła. Kiedy dziecko się urodziło, pielęgniarka udusiła je poduszką. W swych wędrówkach po miejscach, gdzie było kiedyś getto, doszli pod pomnik. Przedstawia on wyprostowanego mężczyznę z karabinem w jednej, granatem w drugiej ręce, z ładownicą u pasa, z rzemieniem mapnika przez ramię. Edelman widząc go powiedział, że nigdy nikt z nich tak nie wyglądał, nie mieli karabinów, ładownic, mapników, byli brudni, czarni „ale na pomniku jest tak, jak pewnie być powinno. Na pomniku jest jasno i pięknie”. Dlaczego on żyje? To przypadek, tylko przypadek. Dlaczego nie wyjechał? Został, bo winien to był tym 400 tysiącom, które odprowadził na śmierć. Ten sposób opowiadania jest bardzo wzruszający. Właśnie bez wzniosłości mówi się najbardziej od serca. Ten prosty, skromny człowiek, który został bohaterem, choć wcale nie chciał nim być, ujawnia prawdziwe mechanizmy historii i udział w niej pojedynczych ludzi. Ta opowieść dotyczy jednostek, nie masy ginących, a potem walczących żydów. I dzięki takiej relacji ci ludzie stają się bliscy. Dramat świadka polega na tym, że nigdy nie można przekazać wszystkiego, a w przypadku takiej tragedii nawet na zrozumienie nie można liczyć. Tym bardziej, że zdarzenie obrasta legendą, a ta coraz bardziej rozmija się z pamięcią. Reportaż Hanny Krall jest książką o pamięci. Marek Edelman, ostatni żyjący przywódca powstania w getcie warszawskim, wspomina to, co zostało mu w pamięci, odtwarza zdarzenia ważne i drobne, patrzy na wydarzenia subiektywnie. Zestawia to, co było tam i wtedy, z tym, co teraz, dzisiaj. Problematyka reportażu łączy się z tematem holokaustu, zagłady żydów, planowanej eksterminacji narodu żydowskiego. Obok tego pojawia się problem heroizmu umierających żydów, którzy pragną pokazać światu, że potrafią godnie umierać. Chodzi im o obalenie obiegowych stereotypów o żydach idących pokornie na śmierć, o pokazanie, że jako wolni ludzie mogą wybrać sobie rodzaj i moment śmierci. Z tym łączy się problematyka egzystencjalna – wiążąca się z pytaniem o wartość życia i śmierci w różnych sytuacjach. Myśl o zagładzie żydów budzi pragnienie, by zawsze w każdym momencie najwyżej cenić życie ludzkie. Problematyka moralna związana jest z postawą dr Marka Edelmana, który po doświadczeniach wojennych za podstawową, nadrzędną wartość uważa życie ludzkie, troskę o drugiego człowieka, odpowiedzialność za niego i otaczający go świat.

0 comments Author: admin Filled under: Historia

Geneza i skutki wojny 100-letniej pomiędzy Anglią i Francją

Możemy wyróżnić conajmniej trzy różne rodzaje przyczyn wojny stuletniej pomiędzy Francją a Anglią: Polityczne, dynastyczne oraz ekonomiczne. Do przyczyn politycznych zaliczyć trzeba zamiar królów Francji do połączenia wszystkich ziem francuskich na kontynencie i odebrania z rąk angielskich ziem w królestwie francuskim. Do przyczyn dynastycznych zaliczyć trzeba roszczenia dynastyczne królów angielskich do tronu Francji. Natomiast przyczyny ekonomiczne tkwiły w rywalizacji francusko-angielskiej we Flandrii, lennie francuskim gospodarczo związanym z Anglią – była to bezpośrednia przyczyna wybuchu wojny. Do przyczyn ekonomicznych zaliczyć można jeszcze nadzieje Anglików na zdobycie bogactw w walkach z zamożną Francją. Dodatkową przyczyną była rywalizacja angielsko-francuska w Szkocji, gdzie wybuchła wojna domowa. W 1337 roku Flandria, w wyniku wydanego przez Francję zakazu importu wełny z Anglii, wypowiedziała posłuszeństwo królowi Francji i zawarła układ z Anglią. Ponad to król Anglii Edward III Plantagent, po śmierci francuskiego króla Karola IV Pięknego i wygaśnięciu linii Kapetyngów, uznał się za pretendenta do tronu francuskiego. Odpowiedzią nowego króla francuskiego, Filipa VI, była konfiskata Gujenny, ziem angielskich we Francji. Sama wojna która wybuchła w 1337 roku, była bardzo zawiła, kilkakrotnie przerywana z różnych przyczyn (m. in.: przyczyną rozejmu był wybuch epidemii “czarnej śmierci“ w Europie). Trwała dokładnie do 1453 roku, czyli do ostatecznego zwycięstwa Francuzów pod Castillon. Konsekwencjami wojny 100-letniej były: – Wzmocniona władza królów Francji i w niedalekiej przyszłości przyłączenie do Królestwa: Burgundii, Andegawenii, Prowansji oraz Bretanii. – Wyparcie Anglików z ziem francuskich. Anglicy zatrzymali jedynie port Calais. – Wybuch wojny domowej w Anglii, przeżywającej wtedy poważne trudności, o wpływy w królestwie. Była to tak zwana “wojna dwóch róż“ (1450-1485) [Lancasterowie , Yorkowie ]. – Wzrost poczucia odrębności narodowej zarówno w Anglii jak i we Francji. – Ukształtowanie odrębności kulturowej Anglii. – Przeprowadzenie we Francji niezbędnych reform, które miały na celu wzmocnienie państwa (ograniczenie znaczenia Stanów Generalnych). – Zarówno w Anglii jak i we Francji początki budowy władzy absolutnej. – W Anglii dojście do władzy nowej dynastii Tudorów (Henryk VII i VIII).

0 comments Author: admin Filled under: Historia

Geneza i znaczenie folwarku pańszczyźnianego w Polsce

W Polsce szlachta uczyniła folwark pańszczyźniany podstawą nowego sposobu gospodarowania. Folwark pańszczyźniany był nastawionym na zbyt gospodarstwem rolnym lub rolno-hodowlanym, którego funkcjonowanie opierało się na przymusowej pracy chłopów na rzecz właściciela ziemi. Szlachta zakładała folwarki ponieważ opłacało się to jej znacznie bardziej niż czynsze chłopskie. Nie przynosiły już one oczekiwanych korzyści z powodu spadku wartości pieniądza (spadek dochodów realnych). Podnoszenie wysokości czynszów pozwalało szlachcie nadrabiać straty do chwili, kiedy na przeszkodzie stanęły niskie możliwości płatnicze chłopów. W tej sytuacji najprostszym wyjściem dla szlachty stawało się rozszerzanie obszaru użytkowanej ziemi i przymuszanie chłopów do pracy na rzecz pana, przy jednoczesnym zwiększaniu ich powinności. Sprzedając na rynku produkty własnego gospodarstwa uzyskiwała szlachta dochód większy niż z czynszów. System zapewniający darmową robociznę, nie opodatkowaną ziemię i tani transport przynosił dochody niezależnie od tego, jakie nakłady zostały poniesione. Wraz z niską wydajnością pracy prowadziło to wszystko do upowszechnienia się gospodarki typu ekstensywnego, czyli takiej, w której wzrost produkcji był osiągany poprzez powiększenie areału upraw, a nie przez wzrost wydajności pracy. Znaczenie folwarków pańszczyźnianych dla ówczesnej epoki było olbrzymie. Polska od czasu odzyskania Pomorza Gdańskiego była w stanie zaspokoić potrzeby Zachodu, związane z zapotrzebowaniem na żywność. Coraz więcej właścicieli ziemskich w Polsce dążyło więc do wykorzystania koniunktury zbożowej przez co folwarki pańszczyźniane nabierały coraz to większego znaczenia poprzez swoje możliwości produkcyjne. Folwarki przyczyniły się więc do rozwoju handlu międzynarodowego, ale sprawiły również rozwój rynków lokalnych. Szczególnie folwarki odległe od wielkich rzek i szlaków handlowych zaopatrywały rynek lokalny oraz regionalny poprzez targi i jarmarki w małych miastach. Produkcja w folwarkach przyczyniła się również do rozwoju miast handlowych, szczególnie chodzi tutaj o Gdańsk, który pochłaniał 80% morskiego eksportu Polski. Rozwój folwarków przyczynił się również bezpośrednio do upowszechnienia się, wspomnianej już gospodarki typu ekstensywnego, oraz coraz większego uzależnienia chłopów od pana ziemskiego, poprzez pańszczyznę, której wymiar w XVI i XVII wieku stopniowo się powiększał.

0 comments Author: admin Filled under: Historia

Kampania wrześniowa

Europa u progu II wojny światowej l IX 1939 roku skoncentrowane od kilku tygodni nad polską granicą północną, zachodnią i południową wojska niemieckie przystąpiły do ataku. Do historii przechodził kilkunastoletni okres względnego spokoju i kruchego pokoju w Europie, wstrząsanej wszakże rozmaitymi konfliktami, a w latach 1936-1939 wystawionej przez wojnę domową w Hiszpanii na ciężką próbę. Niemiecki atak na Polskę dla obserwatorów międzynarodowej sceny politycznej nie powinien być zresztą zaskoczeniem. Adolf Hitler nie krył się zbytnio ze swoimi planami, a Wielka Brytania i coraz bardziej uzależniająca od niej swoją politykę zagraniczną Francja prowadziły w drugiej połowie lat trzydziestych politykę “appeasementu“ polegającą na nie przeszkadzaniu III Rzeszy w jej planach ekspansji na Wschód. W marcu 1938 r. oba zachodnie mocarstwa nie sprzeciwiły się – co było w ich żywotnym interesie – zaborowi przez Niemcy Austrii (Anschluss), we wrześniu tego samego roku w czasie konferencji w Monachium wymusiły na Czechosłowacji odstąpienie Niemcom Sudetów, a w marcu 1939 r. nie przeciwstawiły się ostatecznej likwidacji Republiki Czechosłowackiej, która przecież była sojuszniczką Francji. Dla Polski, którą od 1921 r. też łączył sojusz z Francją i która dodatkowo wiosną 1939 r. otrzymała brytyjskie gwarancje bezpieczeństwa na wypadek nie sprowokowanej niemieckiej agresji, postawa obu mocarstw w kryzysie czechosłowackim powinna być sygnałem ostrzegawczym, ale trudno powiedzieć, żeby nim była. Propaganda nadal powtarzała slogany: “Silni-Zwarci-Gotowi“ i “Nie oddamy ani guzika“, które miały utwierdzać polskie społeczeństwo w przekonaniu o determinacji władz Rzeczypospolitej, w przypadku niemieckiej agresji zdecydowanych zbrojnie przeciwstawić się jej, niezależnie od postawy swoich zachodnich sojuszników. Polacy nie mieli zresztą praktycznie wyboru, zwłaszcza po tym, jak 23 VIII 1939 r. w Moskwie minister spraw zagranicznych Niemiec Joachim von Ribbentrop zawarł z ludowym komisarzem spraw zagranicznych Związku Radzieckiego Wiaczesławem Mołotowem pakt o nieagresji, któremu – jak się później okazało – towarzyszył tajny protokół o rozdziale stref wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. Radziecko-niemiecki układ, którym Hitler zabezpieczał się przed ewentualną wojną na dwóch frontach (jednocześnie na wschodzie i na zachodzie), ostatecznie otwierał drogę do hitlerowskiej agresji na Polskę. Niemcy już w październiku 1938 r., w sposób z razu nieoficjalny przedstawili swoje żądania. Domagali się od Polski zgody na wybudowanie eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej, prowadzących przez ziemie Rzeczypospolitej i łączących Rzeszę z Prusami Wschodnimi. Polacy byli skłonni dyskutować o różnych ułatwieniach tranzytowych, z góry jednak wykluczali ograniczenie suwerenności swojego państwa. Z tych samych powodów zdecydowanie sprzeciwiali się włączeniu do Rzeszy Wolnego Miasta Gdańska, rozumiejąc dobrze, iż byłby to początek procesu odcinania Rzeczpospolitej od Bałtyku. Nie chcieli też skorzystać z niemieckiej propozycji przystąpienia do Paktu Antykominternowskiego wymierzonego w Związek Radziecki. Minister spraw zagranicznych Józef Beck pozostał wiernym uczniem marszałka Józefa Piłsudskiego, który konsekwentnie lansował politykę utrzymywania możliwie jak najlepszych stosunków z obydwoma totalitarnymi sąsiadami: III Rzeszą i rządzonym przez Józefa Stalina Związkiem Radzieckim. Zarazem jednak politycy polscy odrzucali możliwość poparcia jednego z tych państw przeciwko drugiemu za wszelką cenę dążąc do utrzymania suwerenności i terytorialnej integralności państwa polskiego. Czynnikiem zdecydowanie przemawiającym na niekorzyść Polski było jej bardzo niedobre – ze strategicznego punktu widzenia – położenie, a przede wszystkim długa granica z Niemcami. Położenie to uległo pogorszeniu w marcu 1939 r. po zajęciu przez Hitlera Czech i Moraw i podporządkowaniu sobie Słowacji. Wówczas linia bezpośredniej styczności wojsk polskich i niemieckich wydatnie wydłużyła się. Dopiero wtedy przystąpiono w Warszawie do opracowywania szczegółowego planu “Z“ -obrony kraju na wypadek ataku ze strony Niemiec. Dotychczas bowiem, zgodnie z koncepcją wypracowaną jeszcze za życia marszałka Piłsudskiego przede wszystkim przygotowywano się do odparcia uderzenia ze strony ZSRR. Polski plan obronny zakładał m.in. utrzymanie pozycji wzdłuż całej granicy z Niemcami przynajmniej przez pierwsze 48 godzin walk. W tym czasie sojusznicy: Francja i Wielka Brytania, powinni wypowiedzieć wojnę agresorowi i w ciągu następnych dwóch tygodni wystąpić przeciwko niemu zbrojnie. Było bowiem oczywiste, że Polska walcząca w osamotnieniu nie będzie w stanie skutecznie przeciwstawić się III Rzeszy. Zresztą przyszłość miała pokazać, że żadne państwo samodzielnie nie było zdolne do stawienia jej skutecznego oporu. Polska i Niemcy latem 1939 roku Nie ulega wątpliwości, że w przededniu wojny przewaga militarna i techniczna była zdecydowanie po stronie III Rzeszy. Jeżeli bowiem w chwili wybuchu wojny armia polska liczyła niespełna milion żołnierzy (mobilizacja była w toku), z czego tylko 550 tys. znajdowało się na linii frontu, to Niemcy nad granicą z Polską dysponowali armią liczącą 1850 tys. osób, a łącznie posiadali pod bronią 2 750 tys. żołnierzy. Jeszcze dramatyczniej ta dysproporcja na niekorzyść naszego kraju kształtowała się, gdy porównamy liczby dział (Polska 4,5 tys., Niemcy 11 tys.). Polski sprzęt w zdecydowanej większości był przy tym przestarzały i ustępował jakością uzbrojeniu armii niemieckiej. Naczelny Wódz armii polskiej marszałek Edward Śmigły-Rydz dysponował następującymi siłami. Na północy znajdowała się Armia “Pomorze“, którą dowodził gen. Władysław Bortnowski. Miała ona za zadanie oprócz obrony Pomorza jak najdłużej przeciwstawiać się połączeniu Rzeszy z Prusami Wschodnimi. Z Armią “Pomorze“ ściśle współdziałała dowodzona przez gen. Tadeusza Kutrzebę Armia “Poznań“. Jej celem była z kolei obrona Wielkopolski przed atakami z Pomorza i Dolnego Śląska. Dalej na południe od niej operowała Armia “łódź“, której zadaniem była przede wszystkim obrona kierunku łódź-Warszawa. Natomiast obronę Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego powierzono najsilniejszej Armii “Kraków“. Wojskom nacierającym ze Słowacji drogę miała zagrodzić stosunkowo słabsza, Armia “Karpaty“, której zadaniem było m.in. zabezpieczenie dojścia do granicy polsko – rumuńskiej Atak niemiecki z Prus Wschodnich miały odeprzeć: Armia “Modlin“ oraz Samodzielna Grupa Operacyjna “Narew“. Zadaniem obu tych związków operacyjnych było jednocześnie opóźnienie niemieckiego marszu na Warszawę oraz osłona tyłów Armii “Poznań“ i “Pomorze“. Dość znaczne siły polskie pozostały w odwodzie Naczelnego Wodza. Była to przede wszystkim Armia “Prusy“. Ponadto utworzono Grupy Odwodowe “Tarnów“, “Kutno“ i “Wyszków“. Ich zadaniem było głównie zabezpieczanie “linii styków“ pomiędzy poszczególnymi polskimi armiami. Dowódcą sił niemieckich użytych przeciwko Polsce był gen. Walther von Brauchitsch. Podlegały mu dwie Grupy Armii: “Północ“ oraz “Południe“. Pierwsza z nich uderzała z Pomorza i z Prus Wschodnich i po opanowaniu Pomorza miała za zadanie obejść od wschodu polską obronę na Wiśle. Natarcie Grupy Armii “Południe“, skoncentrowanej na Śląsku, Morawach i Słowacji, miało złamać polski opór na Śląsku i w Zagłębiu i po opanowaniu Małopolski zwrócić się na północ w kierunku Warszawy. Niemiecka agresja na Polskę Wojna od pierwszych godzin przybrała charakter totalny. Luftwaffe bombardowała polskie miasta i główne szlaki komunikacyjne. Jednak początkowo Niemcy nie byli w stanie przełamać oporu. W swoich działaniach od samego początku Wojsko Polskie wspierane było przez ludność cywilną. Niejednokrotnie, np. w Gdańsku, Bydgoszczy czy na Śląsku, w walkach uczestniczyli pracownicy służb publicznych, kolejarze, pocztowcy, młodzież szkolna – szczególnie harcerze. Wiele obiektów o znaczeniu strategicznym lub choćby tylko symbolicznym broniono znacznie dłużej, niż zakładały pierwotne plany. I tak np. gmach Poczty Polskiej w Gdańsku miał być broniony przez godzinę, gdy tymczasem grupa pracowników czyniła to przez prawie 12 godzin i skapitulowała dopiero w obliczu użycia przez Niemców ciężkiego sprzętu i miotaczy ognia. Polska Składnica Tranzytowa na Westerplatte, gdzie w chwili wybuchu wojny znajdowały się 182 osoby, miała stawiać opór przez 12 godzin, ale po ostrzale przez pancernik “Schleswig-Holstein“ (którego salwa o godzinie 4.45 rozpoczęła agresję) była broniona przez tydzień, mimo że Niemcy użyli m.in. lotnictwa bombardującego. Westerplatte, którego obroną dowodził mjr Henryk Sucharski skapitulowało dopiero 7 września, gdy wyczerpały się praktycznie wszelkie zapasy, a dalszy opór mógł przynieść jedynie już zupełnie niepotrzebne ofiary. Zresztą tak długa i bohaterska obrona placówki miała przede wszystkim znaczenie propagandowe. Przez cały ten czas Polskie Radio rozpoczynało komunikaty wojenne od słów: “Westerplatte broni się nadal“, co miało ogromne znaczenie moralne dla całego społeczeństwa, a zwłaszcza żołnierzy walczących w różnych częściach kraju, choć przecież powszechnie wiedziano, że dramatyczny odwrót Armii “Pomorze“ rozpoczął się praktycznie już 2 września. W tym samym dniu, aby uniknąć okrążenia, zaczęła się też wycofywać ze Śląska Armia “Kraków“. Nie oznaczało to bynajmniej końca walk na tym terenie, które prowadzone były później głównie przez utworzone spontanicznie Bataliony Obrony Narodowej, w których walczyli m.in. byli powstańcy śląscy. Ostatnie zbrojne starcia na Śląsku zakończyły się 22 września, a hitlerowcy w odwecie wymordowali wielu cywilnych uczestników tych walk. Jak widać, nie udało się zrealizować pierwotnego planu obrony wzdłuż granic państwa polskiego. W wielu punktach niemieckie uderzenie przełamywało polskie linie oporu. Część oddziałów, bojąc się okrążenia rozpoczęła odwrót. W sposób najbardziej systematyczny i zorganizowany cofała się na wschód Armia “Poznań“, która w tym pierwszym okresie miała stosunkowo niewiele okazji do podejmowania bezpośrednich działań zbrojnych. Przy pięknej pogodzie hitlerowskie kolumny pancerno-motorowe posuwały się w głąb kraju. 3 września Niemcy opanowali Górny Śląsk, trzy dni później zajęli Kraków. Na północy najbardziej krwawe walki trwały pod Mławą, gdzie po przełamaniu oporu wojska niemieckie stworzyły sobie dogodną sytuację do oskrzydlenia Armii “Modlin“. Aby tego uniknąć, obronę w tym rejonie wzmocniono Grupą Odwodową “Wyszków“. Nie na wiele się to zdało, gdyż już 6 września Niemcy uchwycili przyczółek nad Narwią pod Różanem. Równocześnie Armia “Pomorze“ poniosła poważne straty w czasie krwawych walk w Borach Tucholskich, wycofując się z bronionego przez siebie odcinka frontu. Zresztą już 3 września w Grudziądzu połączyły się wojska niemieckie nacierające z Pomorza i Prus Wschodnich. Niemniej na Wybrzeżu walczyły do połowy miesiąca poszczególne punkty oporu. Najcięższe walki miały tu miejsce na Kępie Oksywskiej i w samej Gdyni, a do 2 października utrzymały się wyposażone w ciężkie działa polskie siły na Helu. Jednakże w wymiarze strategiczno-operacyjnym polskie wybrzeże oraz całe terytorium Wolnego Miasta Gdańska Niemcy opanowali w ciągu pierwszych kilkudziesięciu godzin wojny, kiedy to przerwana została łączność tych terenów z resztą kraju. W obliczu niemieckich postępów już 4 września rozpoczęto ewakuację władz Rzeczpospolitej z Warszawy na wschód , a w nocy z 6 na 7 września do Brześcia Litewskiego przeniesiono sztab Naczelnego Wodza. W tym czasie ewakuację tą oraz wycofywanie kolumn wojskowych niezwykle utrudniali cywilni uciekinierzy zapełniający drogi, które systematycznie były ostrzeliwane i bombardowane przez Luftwaffe. Armia “łódź“, nie będąc w stanie utrzymać swoich pozycji, rozpoczęła dość chaotyczny odwrót w kierunku Warszawy. Tylko część wojska z gen. Juliuszem Rómmlem zdołała się przedrzeć do stolicy; reszta 13 września dotarła do twierdzy Modlin. 8 września niemieckie kolumny pancerne znalazły się na przedmieściach Warszawy. Propaganda goebbelsowska od razu ogłosiła, że stolica Polski została zdobyta. Była to oczywiście nieprawda, a przeprowadzony atak z marszu, od zachodu, został powstrzymany i odparty. Warszawa miała się jeszcze bronić przez dwadzieścia dni, kierowana politycznie przez swego prezydenta Stefana Starzyńskiego. Wszelako kończyła się pierwsza faza wojny obronnej, Niemcom tylko częściowo udało się zrealizować swoje cele. Armie polskie ze stosunkowo niedużymi stratami wycofywały się w głąb kraju, nadal zachowując pełną wartość bojową. W wielu miejscach postępy Wehrmachtu musiały być okupione dość wysokimi stratami, gdyż Polacy niejednokrotnie stawiali zacięty opór. Do historii przeszły ciężkie walki pod Wizną, gdzie 720 polskich żołnierzy dowodzonych przez kpt. Władysława Raginisa przez cztery dni odpierało ataki pancernych oddziałów gen. Heinza Guderiana, jednego z najwybitniejszych niemieckich dowódców wojskowych z lat II wojny światowej. Rozpoczynała się druga faza wojny obronnej. Polskie dowództwo uznało, że nadszedł właściwy moment do przejęcia inicjatywy i uderzenia na siły kierujące się na Warszawę. 9 września Polacy zaatakowali odsłonięte skrzydło niemieckiej 8 Armii, co pozwoliło im odnieść przejściowy lokalny sukces. Jednak nadciągające nowe jednostki niemieckie przechyliły na swoją korzyść szalę w tej największej bitwie kampanii wrześniowej. Do historii przeszła ona jako bitwa nad Bzurą. W szczytowym momencie po obu stronach łącznie w zmaganiach zaangażowanych było pół miliona żołnierzy i oficerów. W obliczu nadciągającej klęski 16 września dowództwo polskie nakazało przebijać się w kierunku Warszawy i Puszczy Kampinoskiej. W bitwie nad Bzurą poległo przeszło 15 tys. polskich żołnierzy. Ci, którzy nie dostali się wraz z gen. Bortnowskim do niemieckiej niewoli, wzmocnili broniące się garnizony Warszawy i Modlina. Wojna polska – wojna europejska – wojna światowa Przez długie lata historycy spierali się o to, jak powinno nazywać się wojnę polsko-niemiecką z jesieni 1939 r. Znaczna część badaczy, zwłaszcza historycy wojskowości, była zdania, że znajdująca się w powszechnym użyciu nazwa kampania wrześniowa reprezentuje optykę niemiecką. Dla III Rzeszy – twierdzono – była to rzeczywiście kampania wrześniowa (jedna z wielu w czasie II wojny światowej), ale dla Wojska Polskiego była to wojna obronna 1939 roku i taką właśnie nazwę upowszechniano w Polsce przez długie lata. Dziś spór ten jakby stracił na znaczeniu i równie często można spotkać obie nazwy, choć na pewno dobrze jest pamiętać, jakie pociągają one za sobą ograniczenia i nieścisłości. Nie ulega natomiast wątpliwości, że od pierwszych chwil Polska walczyła z Niemcami w osamotnieniu, chociaż praktycznie od razu rozpoczęły się też polskie zabiegi dyplomatyczne mające na celu nakłonienie Francji i Wielkiej Brytanii do wypełnienia sojuszniczych zobowiązań. Rządy w Paryżu i Londynie początkowo usiłowały grać jeszcze na zwłokę, w czym mogła im sprzyjać wysunięta przez Benito Mussoliniego propozycja zwołania międzynarodowej konferencji, która wzorem tej z Monachium z września 1938 r. mogłaby znowu, tym razem kosztem Polski, doprowadzić do “uratowania pokoju“. Ostatecznie 3 września najpierw Wielka Brytania, a sześć godzin później Francja znalazły się w stanie wojny z Niemcami. W całej Polsce wiadomość ta wywołała prawdziwy entuzjazm. Powszechnie wierzono, że teraz sojusznicy przyjdą jej z pomocą i szala zwycięstwa przechyli się na stronę koalicji. Fakt wypowiedzenia wojny Niemcom przez oba zachodnie mocarstwa wcale nie oznaczał, że ich wojska przystąpiły do działania. Ograniczyły się one do zrzucania z samolotów propagandowych ulotek adresowanych do niemieckich żołnierzy i zajęły pozycje na sławnej linii Maginota. W ten sposób na Zachodzie rozpoczęła się “dziwna wojna“. Jednocześnie wojna – przynajmniej formalnie – nabrała charakteru wojny europejskiej, a w ciągu następnych paru tygodni, gdy wypowiedziały ją Niemcom francuskie i brytyjskie (m.in. Australia, Kanada, Nowa Zelandia i Związek Południowej Afryki) posiadłości zamorskie – stała się wojną światową. Radzieckie uderzenie na Polskę W tym czasie jednak sytuacja Polski dramatycznie pogorszyła się. W nocy z 16 na 17 września ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie został niespodziewanie wezwany do Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych. Tam zastępca Mołotowa usiłował mu wręczyć notę, w której strona radziecka informowała, że ponieważ “państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć“, Armia Czerwona przekroczy granicę polsko-radziecką, aby zapewnić ochronę ludności ukraińskiej i białoruskiej zamieszkującej, jak mówiono, Zachodnią Ukrainę i Zachodnią Białoruś, czyli po prostu polskie kresy wschodnie. Był to dokument cyniczny i kłamliwy, wszak władze RP nie opuściły jeszcze terytorium polskiego; przebywały nad granicą z Rumunią, a Wojsko Polskie toczyło w wielu częściach kraju ciężkie walki z Niemcami. Sowieci w ten sposób naruszyli dwustronny pakt o nieagresji ustalający granicę między dwoma państwami, jak i szereg porozumień międzynarodowych. Był to naturalnie akt bezprawny. Nieprzypadkowo radzieckie działania w 1939 r. dość powszechnie nazywano w Polsce “ciosem w plecy“. Uderzenie na Polskę nie było zresztą symboliczne. W ataku wzięło bowiem udział m.in. 4800 czołgów i około miliona żołnierzy. Od pierwszych godzin stawiały im opór oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza, choć 17 września Naczelny Wódz w tzw. dyrektywie ogólnej zalecał “z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrajania oddziałów“. Nie potraktowano więc Sowietów jak agresorów i nie wypowiedziano ZSRR wojny, choć okupował on ponad połowę terytorium Rzeczypospolitej. Inna sprawa to pytanie, na ile agresja radziecka przyczyniła się do upadku państwa polskiego? Czy przyspieszyła polską klęskę, czy też może, gdyby jej nie było, kraj miał szansę obronić się przed atakiem ze strony Niemiec? Trzeba wyraźnie powiedzieć, że w 1939 r. Polska nie miała praktycznie żadnych szans, aby samodzielnie skutecznie przeciwstawić się III Rzeszy, zaś zachodni alianci nie zamierzali jej militarnie w tym pomóc. Gdyby więc nie radzieckie uderzenie, to wojna obronna trwałaby może dwa-trzy tygodnie dłużej, ale także zakończyłaby się klęską naszego kraju. W żadnym razie nie może to być jednak usprawiedliwieniem dla wojennych kroków podjętych przez ZSRR, tym bardziej że polskie dowództwo miało koncepcję dalszej obrony właśnie na wschodzie, m.in. w oparciu o niedostępne dla niemieckiego ciężkiego sprzętu błota poleskie. Na wschód wycofało się około pół miliona żołnierzy, w znacznej części jeszcze nie zdemoralizowanych klęskami w starciach z Niemcami. Radzieckie uderzenie od tyłu uniemożliwiło realizację tych planów. Praktycznie od pierwszej chwili dowództwo myślało o ratowaniu tych wojsk: część z nich w walkach z Sowietami (a potem z Niemcami) przebijała się do centralnej Polski, część przekroczyła granicę z Rumunią (30 tys.) lub z Węgrami (40 tys.). Większość jednak wpadła w ręce Armii Czerwonej. Wraz z żołnierzami internowanymi w państwach bałtyckich, którzy dostali się do radzieckiej niewoli po zajęciu w 1940 r. Litwy, łotwy i Estonii, na ziemiach zajętych przez ZSRR znalazło się blisko ćwierć miliona polskich żołnierzy i oficerów. Wbrew temu, co zawarte było w radzieckiej nocie władze konstytucyjne RP 17 września znajdowały się na terytorium polskim. Dopiero późnym wieczorem prezydent Ignacy Mościcki, premier Felicjan Sławoj-Składkowski wraz z członkami rządu, a w nocy z 17 na 18 września marszałek Śmigły-Rydz przekroczyli granicę z Rumunią. Tam, wbrew wcześniejszym zapewnieniom złożonym ministrowi Beckowi, władze polskie zostały internowane. Tymczasem żołnierze w kraju kontynuowali bohaterską walkę z wojskami niemieckimi i radzieckimi. Upadek Polski 18 września rozpoczął się ostatni etap kampanii wrześniowej. W dniach od 17 do 26 września z przerwami toczyła się druga co do wielkości bitwa wojny obronnej, bitwa pod Tomaszowem Lubelskim. Wzięły w niej udział mocno już osłabione Armie “Kraków“ i “Lublin“, które zgodnie z wytycznymi Naczelnego Wodza kierowały się w stronę granicy polsko-rumuńskiej. W tej fazie walk załoga Lwowa, która od dziesięciu dni skutecznie odpierała ataki niemieckie, złożyła broń przed Armią Czerwoną.Przez cały czas trwało także oblężenie Warszawy. Kolejne niemieckie ataki załamywały się. 24, 26 i 27 września Luftwaffe przeprowadziła pierwsze w II wojnie światowej naloty dywanowe. Niszczono m.in. dzielnice mieszkaniowe, powodując wysokie straty wśród ludności cywilnej. Gdy brakowało już wody, medykamentów, żywności i amunicji, dowódca obrony Warszawy, gen. Rómmel w porozumieniu z komisarzem cywilnym przy Dowództwie Obrony Warszawy, Stefanem Starzyńskim, podjął decyzję o kapitulacji stolicy, co nastąpiło na honorowych warunkach 28 września. Następnego dnia z podobnych powodów skapitulowała twierdza w Modlinie. Ostatnie walki wojny obronnej miały miejsce w dniach od 2 do 5 października pod Kockiem, gdzie z Niemcami walczyła Grupa Operacyjna “Polesie“. Nim zakończyły się walki w Polsce wojska niemieckie i radzieckie nawiązały bezpośrednią współpracę. 22 września niemiecko-radzieckie “braterstwo broni“ zostało w Brześciu przypieczętowane wspólną defiladą zwycięstwa. Tego samego dnia zostało podpisane między Niemcami a ZSRR wstępne porozumienie dotyczące linii demarkacyjnej, dzielące armie obu państw wzdłuż Pisy, Narwi, Bugu i Sanu. 27 września ponownie udał się do Moskwy Ribbentrop, aby następnego dnia podpisać z Mołotowem traktat o “przyjaźni i granicach“. O ile na mocy układu sierpniowego Litwa znalazła się w niemieckiej strefie wpływów (w odróżnieniu od łotwy i Estonii, które od razu przydzielono Związkowi Radzieckiemu), o tyle we wrześniu Niemcy zrzekli się swych pretensji pod jej adresem, w zamian za co otrzymali radziecką zgodę na okupację Lubelszczyzny i wschodniej części przedwojennego województwa warszawskiego, pierwotnie “przyznanych“ ZSRR. Niezwykle trudno jest przeprowadzić bilans kampanii wrześniowej. Straty, jakie w jej trakcie poniosły wojska niemieckie były znaczne. Zniszczeniu uległo m.in. blisko 1000 czołgów i samochodów pancernych oraz około 600 samolotów, co stanowiło blisko 30% sprzętu mechanicznego użytek do ataku na Polskę. Ogromne było zużycie paliwa i amunicji, a ponadto sprzęt użyty przeciwko Polsce był w bardzo znacznym stopniu wyeksploatowany. Musiało minąć kilka miesięcy nim Wehrmacht gotów był do nowej kampanii. Pamiętać też należy, że we wrześniu stracił łącznie blisko 50 tys. żołnierzy (zabitych, rannych i zaginionych). Jest zrozumiałe, że straty polskie były kilkakrotnie większe. Zginęło ponad 70 tys. polskich żołnierzy. Ponadto szacuje się, iż śmierć poniosło około 300 tys. cywilów, w tym wiele kobiet i dzieci. Do tego trzeba dodać praktycznie nie oszacowane straty materialne. Polska przez pięć tygodni stawiała opór Niemcom, połowę tego okresu walcząc także z Sowietami. W obliczu klęski dominowały wzajemne pretensje i przeświadczenie o słabości II Rzeczypospolitej. Dopiero klęska Francji w czerwcu 1940 r. zmieniła tego typu oceny. Okazało się, że wspierana przez Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, lotnictwo i marynarkę wojenną Anglii i uważana przez wielu za pierwszą lądową potęgę, Francja walczyła z Niemcami tylko tydzień dłużej. Powszechnie wtedy zrozumiano, iż to nie Polska była taka słaba, ale Niemcy tak bardzo silne. Wszelako najważniejsze było to, że niezależnie od klęski militarnej państwo polskie nie przestało istnieć, zachowując ciągłość w postaci władz na emigracji i konspiracji w okupowanym kraju.

0 comments Author: admin Filled under: Historia

Monarchia karolińska

Z wielu państw założonych na gruzach imperium rzymskiego w V i VI w. najsilniejszy i najtrwalszy organizm polityczny stworzyli Frankowie. Zbudowana przez Klodwiga (w 496 r. przyją chrzest) i jego następców rozległa monarchia Franków rządzona była przez królów z dynastii merowińskiej aż do połowy VIII w. Jednak ich faktyczna władza słabła już od drugiej połowy VI stulecia. Jedną z przyczyn było zwyczajowe dzielenie państwa między spadkobierców władcy. Prowadziło ono do krwawych walk między nimi i do utrwalenia się odrębności i niezależności królestw dzielnicowych. Wchodzące w skład państwa Franków ziemie nie stanowiły jedności. Na północnym wschodzie Galii, mimo szybko postępującej romanizacji ludności germańskiej, przeważał język i zwyczaje germańskie, na południu utrzymywała się nadal cywilizacja rzymska. Słaba władza królewska i upadek autorytetu dynastii sprzyjały wzrostowi potęgi możnowładztwa frankijskiego. Jeden z rodów, zwany później Karolingami, już w początkach VII w. zdołał zagarnąć dla siebie urząd majordoma, czyli najwyższego urzędnika w państwie. W pierwszej połowie VIII w. Karol Młot odsunął całkowicie Merowingów od władzy i podzielił państwo niczym król między swoich synów. Rządy nad monarchią objął jeden z nich, Pepin Krótki, który usankcjonował swoją władzę dwiema koronacjami: pierwszej dokonał arcybiskup Moguncji, drugiej zaś papież, Stefan II. Sojusz papiestwa z Frankami, którego wyrazem była koronacja, stał się jedyną szansą obrony niezależności Rzymu i pozycji papieża, zagrożonych przez ekspansję Królestwa Longobardów w Italii. Rezultatem porozumienia zawartego między papieżem a Pepinem były dwie wyprawy króla Franków, zakończone odebraniem Longobardom terenów w środkowej Italii z Rawenną. Pepin w 755 r. oddał je we władanie papieżowi jako tzw. ojcowiznę św. Piotra (patrimonium sancti Petri), stwarzając tym samym terytorialne podstawy Państwa Kościelnego. Rządy dynastii karolińskiej przez cały VIII w. charakteryzowały próby politycznego zjednoczenia wchodzących w skład monarchii ziem i znacznego rozszerzenia jej terytorium. Polityka ekspansji miała przynieść Karolingom potwierdzenie ich dominacji w państwie, a prowadzone poza granicami wojny dostarczyć łupów, które we wczesnym średniowieczu stanowiły niezbędny element autorytetu władcy oraz bogactwa jego samego i służących mu wojowników. Największe sukcesy w tej polityce odniósł Karol Wielki. Przez ponad 30 lat (772-804) władca ten prowadził na północnym wschodzie krwawe wojny z Sasami, by włączyć ich ziemie do swojej monarchii i wesprzeć rozpoczętą w VIII w. na tych terenach akcję misyjną Kościoła (chrystianizację). Wschodnią granicą państwa stała się teraz łaba. Na południu interwencja Karola na Półwyspie Apenińskim przyniosła nie tylko załamanie potęgi Longobardów, ale także objęcie przez niego tronu w tym królestwie. Na zachodzie walki z Arabami, prowadzone w Hiszpanii, umożliwiły opanowanie części Półwyspu Iberyjskiego aż po rzekę Ebro. Jednym też z największych sukcesów militarnych Karola, który ponadto przyniósł mu ogromne łupy, było rozbicie groźnego państwa Awarów, koczowników, którzy od VI w. opanowali tereny nad środkowym Dunajem. W 800 r. w Rzymie papież Leon III koronował Karola, króla Franków i Longobardów na cesarza rzymskiego. W ten sposób doszło do odnowienia cesarstwa na Zachodzie. Cesarz, władca całej niemal zachodniej części chrześcijańskiej Europy, stał się tym samym obrońcą Kościoła przed atakami pogan i niewiernych (Arabów), inicjatorem i protektorem nawracania ludów barbarzyńskich na wiarę chrześcijańską. W ideologii odnowionego cesarstwa było ono zarazem i rzymskie, i chrześcijańskie. Monarchia Karolingów była państwem patrymonialnym. Władcy traktowali je jako własność prywatną rodu, którą dzielono pomiędzy dziedziców. Podzielił władzę w cesarstwie także Karol (z jego trzech synów przeżył go jednak tylko najmłodszy, Ludwik Pobożny). W życiu publicznym zachowały swoje znaczenie coroczne wiece, połączone z odbywanymi zwyczajowo 1 maja przeglądami wojsk. Na tych zjazdach władca uzgadniał z możnymi i urzędnikami monarchii swoje decyzje, po czym spisywano je rozdział po rozdziale, stąd wzięła się nazwa kapitularzy, które wówczas spełniały rolę ustaw królewskich. Mimo że Karol u schyłku życia obrał sobie za siedzibę Akwizgran, zarówno jego poprzednicy, jak i następcy, sprawujący władzę, objeżdżali domeny królewskie, przenosząc się od jednego dworu do drugiego. Administracyjnie monarchia dzieliła się na około 700 hrabstw zarządzanych przez hrabiów. Wykonywali oni polecenia królewskie, wzywali corocznie ludzi wolnych pod broń, przewodniczyli sądom. Na pograniczach Karol utworzył marchie, a zarządzający nimi margrabiowie mieli szczególne uprawnienia, mogli nawet prowadzić lokalne wojny. Specjalne kompetencje posiadali też tzw. wysłannicy cesarscy (missi dominici), którzy kontrolowali podległe im hrabstwa i biskupstwa. Ponieważ jednak mianowani oni byli najczęściej spośród miejscowych hrabiów i biskupów, ich kontrola służyła bardziej ich własnym interesom niż interesom władcy. Prowadzona przez Karolingów polityka ekspansji i potrzeba utrzymania wątłej jedności państwa powodowały, że armia stała się jednym z najistotniejszych elementów systemu władzy. Służbę wojskową, przede wszystkim pieszą, pełnić mieli, przynajmniej teoretycznie wszyscy wolni. Wyprawy organizowane późną wiosną i latem, z reguły 3-4 miesięczne, rujnowały jednak chłopów, zmuszonych do opuszczenia uprawianej przez nich ziemi na czas wojny oraz uzbrojenia się na koszt własny. By uniknąć tej służby chłopi oddawali się w opiekę możnym, a to oznaczało utratę wolności. W państwie karolińskim niepomiernie wzrosła liczba i znaczenie rycerstwa, co było procesem równoległym do postępujących zmian w strukturze społeczeństwa (w dużym stopniu przez Karola inspirowanych i inicjowanych). Władca wynagradzał swoich urzędników dobrami nadawanymi im z domeny królewskiej – beneficjami. Stawali się oni w ten sposób królewskimi wasalami związanymi z królem przysięgą wierności. Z nowych więzi społecznych nie był wyłączony Kościół, tym bardziej że biskupi i opaci mianowani przez Karola byli także królewskimi urzędnikami. Mimo tych wszystkich przemian struktura polityczna i administracyjna monarchii pozostawała słabo rozwinięta. Mieszkańcy podlegali ciągle różnemu prawu: rzymskiemu na wielu terenach Galii, longobardzkiemu w Italii oraz wielu innym odmianom prawa germańskiego. Bardziej jednoczącym elementem było podobieństwo świadczeń na rzecz państwa, jak: służba wojskowa, utrzymywanie w należytym stanie dróg, mostów, grodów, dostarczanie przewozu i kwater królewskim urzędnikom oraz wprowadzona w całym państwie dziesięcina na rzecz Kościoła. Centrum rzymskiego świata było Morze Śródziemne i ogromne znaczenie miała wymiana towarowa między Zachodem i Wschodem. W okresie najazdów barbarzyńców handel ten stopniowo zamierał. Każdy region, nawet każdy wielki majątek ziemski, zmuszony był zaspokajać potrzeby ludności we własnych ramach, a więc produkować wszystko co było niezbędne. Najazdy i nękające Zachód w V i VI w. epidemie i głód sprowadziły życie większości mieszkańców do poziomu wręcz wegetacji. Miasta straciły swój starożytny splendor, z centrum życia gospodarczego i społecznego stały się przede wszystkim siedzibami biskupów i w efekcie skurczyły się do niewielkich rozmiarów. Monarchia merowińska, a potem imperium karolińskie były słabo zaludnione. Większość mieszkańców żyła na wsi. W północnej Galii na terenach germańskich tylko część ziem była uprawna. Rolnictwo było głównym zajęciem ludności i źródłem jej utrzymania. Podstawą eksploatacji ziemi były niewielkie gospodarstwa ludzi wolnych. Obok nich istniały wielkie majątki ziemskie, zwłaszcza królewskie i kościelne, w których pracowali ludzie niewolni oraz chłopi, którzy oddali się w opiekę możnemu, stając się przez to jego poddanymi. Wielka własność ziemska stawała się niemal zamkniętym mikroświatem gospodarczym i społecznym dla mieszkających w niej ludzi. Lasy wchodzące w jej skład dostarczały budulca, opału i paszy dla trzody, były też miejscem polowań dających pożywienie mięsne na pański stół. Z własnej włości pochodziły ryby, wino i miód. Tu także produkowano prawie wszystkie wyroby rzemiosła, znajdowały się kuźnie. Handel luksusowy, choć nigdy nie ustał, był jednak bardzo zredukowany i obsługiwali go kupcy cudzoziemscy, głównie żydzi, a także kupcy włoscy. Handel lokalny na niewielką jeszcze skalę skupiał się na targach. Ułatwieniem dla rozwoju tej niewielkiej wymiany, która wobec tego nie wymagała pieniądza ze złota, była przeprowadzona przez Karola reforma monetarna. Przetrwała ona przez całe średniowiecze. Pieniądzem obiegowym stała się moneta srebrna, a władca ustalił stałe relacje między różnymi jej wagami: 12 denarów tworzyło 1 solid, 20 solidów (= 240 denarów) składało się na 1 funt. Gospodarka towarowo-pieniężna nie odgrywała jednak wielkiej roli. W czasach karolińskich została rozbudowana i umocniona organizacja kościelna. Powstały prowincje (arcybiskupstwa), silne diecezje, które sprawowały kontrolę nad klerem, bogate opactwa benedyktyńskie. Dzięki przeprowadzonej reformie Kościoła możliwe było pierwsze od czasów głębokiego upadku cywilizacji antycznej ożywienie kulturalne. Wymagano bowiem od kleru lepszego przygotowania do prowadzenia duszpasterstwa i rozległych misji, ujednolicono też liturgię. By ułatwić sprostanie tym wymaganiom rozbudowano sieć szkół, zwłaszcza klasztornych i skryptoriów. Duże znaczenie miała powstała na dworze Karola Wielkiego szkoła pałacowa, a wprowadzony w niej program nauczania stał się wzorem dla całego szkolnictwa średniowiecznego. Na dworze karolińskim i po opactwach zaczęła rozkwitać poezja, myśl polityczna, nade wszystko zaś historiografia. Jej zawdzięczamy między innymi obszerny “żywot Karola Wielkiego“ napisany przez Einharda. Budowa wspaniałej kaplicy i siedziby monarszej w Akwizgranie skupiła w jednym miejscu wielu artystów, którzy sięgnęli po wzory późnego antyku i bizantyjskie. Owo zresztą ożywienie kulturalne nie skończyło się wraz ze śmiercią Karola, lecz trwało dalej. Piśmiennictwo historyczne, polityczne, a nawet teologia odradzająca się po trzech stuleciach milczenia rozwijać się będą nadal. Architektura, mozaiki, freski, malarstwo książkowe powstałe w tym okresie stały się wzorami naśladowanymi w całym państwie karolinskim. Zaczęła kształtować się jedność kulturalna chrześcijańsko-łacińskiej Europy. Po śmierci Karola Wielkiego z większą niż poprzednio siłą dały o sobie znać w jego państwie czynniki odśrodkowe, a jego następca Ludwik Pobożny nie był w stanie kontynuować dzieła ojca. Poszczególne ziemie monarchii różniły się od siebie rozwojem gospodarczym, strukturą społeczną, tradycjami. Ziemie na wschód od Renu, zwłaszcza te świeżo zdobyte przez Karola, były słabiej zaludnione, oddalone od szlaków szerszej wymiany handlowej, a ponadto niedawno schrystianizowane, co nie sprzyjało poczuciu jedności. Do rozpadu jedności karolińskiej przyczyniła się też z całą mocą nowa fala najazdów: Normanów z północy i Węgrów od wschodu. Ostatecznie w 843 r. dokonano w Verdun podziału monarchii karolińskiej pomiędzy trzech synów Ludwika Pobożnego: Karola łysego, Ludwika Niemieckiego i Lotara. Jego znaczenie polegało na tym, że w ustalonych w Verdun granicach zaczęły kształtować się nowe państwa Zachodu – Francja i Niemcy. Królestwo Karola łysego zamieszkiwała głównie ludność romańska, podczas gdy dziedzictwo Ludwika objęło terytoria germańskie. Trzecie z wydzielonych królestw, mianowicie Lotara, nie stworzyło podstaw do powstania trwałej jedności państwowej, a część jego ziem, późniejsza Lotaryngia i Alzacja, jeszcze w XIX i XX wieku były przedmiotem sporów między Francją a Niemcami. Nie udało się też potomkom Karola Wielkiego utrzymać władzy cesarskiej. Odnowił ją dopiero król niemiecki z dynastii saskiej Otton I, koronowany w 962 r. w Rzymie na cesarza. Mimo trwałego rozpadu monarchii wczesne średniowiecze wiele dziedziczyło z epoki karolińskiej. W Europie Zachodniej upowszechnił się podobny typ gospodarki wiejskiej, trwałe też okazały się niektóre elementy ustroju państwa, nade wszystko zaś zrodziło się na Zachodzie poczucie wspólnowy religijnej i kulturalnej.

0 comments Author: admin Filled under: Historia